Przeżyłem pierwszy tydzień. Nie spodziewałem, że tak dokładnie mam opanować zadany materiał. Nie potrafiłem się przestawić na zupełnie inny tryb nauki, a ONA skutecznie odciągała moje myśli od nauki. Cudem zaliczyłem anatomię, tylko dzięki mojemu asystentowi, który nie wymagał zbyt wiele, przynajmniej na początku. Histologia – w dupę… Nie zdawałem sobie sprawy, że muszę pamiętać nazwy wszystkich białek i każdą z wielkości podanych w książce. Biologia? Na cholerę mam pamiętać odległość kasety TATA od sekwencji kodującej? Nie przejąłem się tym. Byłem nastawiony zarówno na sukcesy jak i porażki. Przelotnie spotykałem się ze znajomymi z akademika, wymieniając się wrażeniami o prowadzących i zajęciach.
Dopiero w piątek miałem szansę spędzić z nimi więcej czasu, ponieważ wybraliśmy się na otrzęsiny roku zorganizowane w pobliskim klubie. Dziewczyny wyglądały świetnie, szkoda tylko, że Mała Mi źle się poczuła i zrezygnowała z imprezy. Po dotarciu na miejsce impreza już się rozkręciła. Przepchnęliśmy się przez głośny tłum do baru i zamówiliśmy piwo. Wkrótce zostałem sam i mogłem spokojnie obserwować chłopaków próbujących wyrwać ładne dziewczyny tańczące nieśmiało na parkiecie. Trzymałem się z boku, patrzyłem na innych krytycznym okiem. No dobra, tak naprawdę miałem nadzieję, że wypatrzę osobę, która zajmowała moje myśli ostatniego tygodnia i wyjaśnimy sobie parę rzeczy... Z każdą minutą traciłem resztki nadziei, która tliła się w moim wnętrzu.
Większość trzymała się razem, tylko Czarna pojawiała się i znikała z zasięgu wzroku. Nikt nie zwracał na to uwagi do czasu powrotu do akademika. Izzie próbowała ją znaleźć, wypytując przypadkowo spotkanych ludzi w klubie o szczupłą dziewczynę o czarnych włosach. Postanowiłem jej pomóc, ale zrezygnowałem gdy tylko zobaczyłem ją w oddali. Siedziała na kolanach wysokiego chłopaka z palcami wplatanymi w jego dłuższe włosy i całowała się namiętnie. On objął ją delikatnie w pasie, drugą dłonią sunąc powoli po materiale jej sukienki. Wróciłem do baru, w końcu pojawili się też oni tańcząc zmysłowo na parkiecie. Tam znalazła ich Izzie, robiąc Czarnej awanturę i karząc wracać do akademika. Czarna nie wykazywała chęci współpracy ale po kilku próbach udało się ją stamtąd wyciągnąć. Jej towarzysz poszedł z nami. Zimny, nocny wiatr owiewał nam twarze kiedy spacerowaliśmy opustoszałymi ulicami naszego miasta, rozmawiając o wydarzeniach dzisiejszej nocy. Dopiero po jakimś czasie zorientowaliśmy się, że Czarna ponownie zniknęła… Izzie próbowała się do niej dodzwonić, nigdy nie widziałem jej tak zdenerwowanej. Jej współlokatorka nie dostrzegała nic złego w swoim zachowaniu i mocno nietrzeźwa zapewniła, że idzie prosto do akademika. Tłumaczyła, że po drodze razem ze swoim towarzyszem zgubili się kilkakrotnie i dlatego tyle to trwało. Potem opowiedziała mi o pocałunku. Jednak większe emocje wzbudził Max, który podczas powrotu wbił sobie w dłoń kawałek szkła. Wszyscy rzucili się aby to obejrzeć. Krew i rany to wśród przyszłych medyków towar deficytowy. To działa na nas jak narkotyk ;)
Och, ta "ona" to ma się dobrze... :)
OdpowiedzUsuńCzekam i czekam na następny wpis..
OdpowiedzUsuń