Wakacje jak zwykle minęły zbyt szybko. Jednak w tym roku były urozmaicone o praktyki pielęgniarskie. Odbyłem je na oddziale chirurgii ogólnej. Na początku zakładanie wenflonów, pobieranie krwi i zmiany opatrunków wydawały mi się ciekawe, ale po tygodniu zaczęły mnie nudzić. Na szczęście na swojej drodze spotkałem profesora z powołaniem pedagogicznym, który opisywał mi szczegóły różnych zabiegów, aż w końcu zabrał mnie na salę operacyjną. Była to tyreoidektomia. Operator postawił mnie na hakach. Zawsze byłem przekonany, że nie jest to jakaś skomplikowana czynność. Jednak okazało się, że muszę intuicyjnie wyczuć gdzie odciągnąć tkanki i kiedy powinienem otrzeć krew gazikiem.
Wreszcie poczułem, że jestem w swoim żywiole. Strasznie podoba mi się praca jaką wykonują chirurdzy, są opanowani, szybcy, ale dokładni. Nie przeszkadza mi nawet swąd przypalanych tkanek. Ukoronowaniem moich praktyk było pozwolenie bym sam naciął skórę skalpelem przy cholecystektomii laparoskopowej. Nie powiem, ręka mi zadrżała, a serce gwałtownie przyspieszyło, jednak cięcie wyszło całkiem poprawnie. Po zabiegu zakładałem szwy na zrobione przez siebie rany! Ciekawe czy fascynacja chirurgią minie mi po zajęciach z tego przedmiotu na uczelni.
Niestety praktyki były dawno i powoli muszę wracać do akademickiej rzeczywistości. Kontakty ze znajomymi trochę się rozluźniły, mało kto się do siebie odzywa… Trochę obawiam się też tego co mnie czeka. Studenci z wyższych lat bardzo narzekają na II rok. Straszą biochemią i trudnymi kolosami. Podobno ilość nauki znacznie przewyższa tą na I roku. A jeśli dołożymy do tego kilka przedmiotów z III to zaczyna się robić bardzo nieciekawie… Z tego co pamiętam to dochodzi nam dodatkowo immunologia, patomorfologia i onkologia.
Zapisałem się na forum obecnego I roku, by sprzedać swoje materiały naukowe. Stwierdzam, że nowy uczelniany nabytek dość różni się od mojego rocznika. Są strasznie spokojni, nie dają się trollować. Koledzy udając nowych studentów, próbowali zasiać panikę wśród pierwszaków, a oni zamiast się stresować zaczęli ich pocieszać. Pamiętam, że my toczyliśmy straszne dyskusje o tym jak to ciężko będzie przetrwać w Mordorze. Byliśmy pewni, że uwalimy od razu WSZYSTKO! Oczywiście nie zarzucam im, że są gorsi, są po prostu inni. Jedyne co mnie irytuje to popisy naszych „celebrytów”z II roku. Próbują być zabawni, a są tylko męczący.
My po prostu już wiemy, że nie taki diabeł straszny, jak go malują.
OdpowiedzUsuńI słusznie, bo z dawnego Mordoru to chyba już tylko nazwa zostanie...
Usuńbardzo wciągający blog i do tego pisany tak, że od razu chce się czytać wszystko!! tylko czemu tak mało wpisów? :( chcę więcej!!! ^^
OdpowiedzUsuń